Strona główna » Prof. Woźnicki: studia masowe i gorsze, albo elitarne i lepsze

Prof. Woźnicki: studia masowe i gorsze, albo elitarne i lepsze

26.05.17

Jedno z podstwowych pytań o kanon polityki edukacyjnej państwa, czyli jakie zadanie stawiamy przed systemem edukacyjnym, dotyczy tego czy chcemy kształcenia elitarnego, czy masowego. Wybór drugiego z tych wariantów oznacza zgodę na obniżenie średniego poziomu kształcenia - twierdzi prof. Jerzy Wożnicki.

articleImage: Prof. Woźnicki: studia masowe i gorsze, albo elitarne i lepsze fot. Thinkstock

To jeden z problemów, o których były rektor Politechniki Warszawskiej, wieloletni przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, a obecnie przewodniczący Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego mówi w serii wywiadów przeprowadzonych przez Elżbietę Piotrowską-Albin i Krzysztofa Sobczaka, które zostały właśnie wydane w książce pt. Uczelnie i sztuka rektorstwa

Jak twierdzi prof. Woźnicki, chodzi o to, czy to ma być system otwarty, w którym edukacja jest dobrem zbiorowym, bez względu na to, że im większa będzie jej masowość, tym niższa średnia jakość kształcenia. - Bo tak musi być. Decyduje o tym statystyczny rozkład kandydatów ze względu na przygotowanie do studiów i zdolności do ich ukończenia. To jest obiektywne prawo i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Czyli uważamy, że edukacja jest przede wszystkim dobrem zbiorowym i służy kształceniu obywateli, jak mówiliśmy wcześniej, dojrzałych, albo dojrzalszych do wypełniania ról społecznych. A dopiero po drugie wymagane jest osiąganie jakichś spektakularnych efektów w przygotowywaniu do pracy zawodowej lub indywidulanych karier. Czy też edukację traktujemy jako w większym stopniu dobro indywidualne i będziemy wtedy chcieli, żeby ta korzyść indywidualna każdego studenta była gwarantowana - stwierdza.

 

Uczelnie i sztuka rektorstwa. Doświadczenia i refleksje Jerzego Woźnickiego


Zdaniem prof. Woźnickiego jest rzeczą oczywistą, że w edukacji chodzi o te obie wartości. - W każdym państwie mogą być przyjmowane inne proporcje i obowiązkiem polityków jest te proporcje wskazać i dostosowywać do tego systemy edukacyjne, a nie majstrować w nich bez odpowiedzi na to pytanie. W Polsce my tak trochę zrobiliśmy, że majstrowaliśmy w systemie bez takiej odpowiedzi - mówi. I odaje, że zabrakło wyjaśnienia tej kwestii, gdy wchodziliśmy na ścieżkę umasowienia studiów. Nie ustaliliśmy, jaki procent absolwentów studiów licencjackich chcielibyśmy widzieć na studiach magisterskich.
- Była odpowiedź na ten dylemat w takim sensie, że po upadku komunizmu my mieliśmy bardzo niski wskaźnik scholaryzacji na poziomie licealnym, który prowadził do tego, że bardzo niewielu było potencjalnych kandydatów na studia, a z tego tylko 10-12 procent przyjmowano na uczelnie. Efekt był taki, że w Europie tylko Albania była za Polską pod względem liczby osób z wyższym wykształceniem. Były to dramatycznie niskie wskaźniki, więc po zmianie ustroju postanowiliśmy otworzyć system edukacyjny, zwiększyć liczbę państwowych wyższych uczelni i pozwolić obywatelom zakładać szkoły niepubliczne, a także znieść ograniczenia w rekrutowaniu studentów. Do tego w konstytucji nałożyliśmy na państwo obowiązek udzielania pomocy studentom, wprowadziliśmy bezpłatne studia na uczelniach publicznych, a także ustanowiliśmy regułę decyzyjną przyznawania środków finansowych z budżetu państwa dla szkół wyższych na podstawie liczby studentów. To wszystko razem musiało doprowadzić do bardzo szybkiego przyrostu liczny studentów. Proces umasowienia studiów wyższych, który inne kraje przechodziły w latach 70., w Polsce nastąpił w ciągu kliku lat ostatniej dekady ubiegłego wieku. Nagle zaczęły studiować całe masy ludzi. Żeby to było możliwe, żeby taki program mógł być realizowany, żeby wskaźniki udziału osób z wyższym wykształceniem w populacji zaczęły nawiązywać do średnich w Europie – z 7 procent do 17-20 – żeby to osiągnąć musieliśmy zwiększyć wskaźnik scholaryzacji na poziomie dostępu do matury. Dlatego zniesiono szkoły zawodowe, które tylko reprodukowały klasę robotniczą, co potem zaowocowało negatywnymi skutkami dla rynku pracy, bo przestaliśmy kształcić fachowców. Ale otworzyliśmy do masowego kształcenia licea. No i w efekcie osiągnęliśmy dostatecznie wysoki wskaźnik scholaryzacji na poziomie matury, żeby móc osiągnąć 50-procentowy wskaźnik scholaryzacji w szkołach wyższych - czytamy w jednym z rozdziałów książki.

Czytaj: Prof. Woźnicki: piąty poziom kwalifikacji sposobem na szkolnictwo zawodowe>>

Zdaniem prof. Woźnickiego to był słuszny kierunek dla kraju, który wymagał skoku cywilizacyjnego. Jak mówi, taka właśnie była u nas decyzja po transformacji ustrojowej. Nauka została wtedy zepchnięta na dalszy plan, na rzecz rozwoju edukacji. Skok cywilizacyjny miał nastąpić nie dzięki nauce tylko dzięki masowej edukacji. - Niewątpliwie nie byłoby skoku gospodarczego, jaki nastąpił w Polsce w minionym ćwierćwieczu, bo przecież jesteśmy dziś pod tym względem w zupełnie innym miejscu, bez tego skoku edukacyjnego. Nie osiągnęlibyśmy tego wszystkiego bez tych milionów wykształconych ludzi, którzy weszli na rynek pracy. Niezależnie od tego, że dużo ostatnio mówimy o deficytach i słabościach kształcenia w polskich uczelniach, to jednak pamiętajmy, że wśród atutów Polski, we wszelkich ocenach i ratingach międzynarodowych, edukacja wymieniana jest na pierwszym miejscu - mówi. Ale dodaje, że faktem jest, iż umasowienie kształcenia na poziomie wyższym musiało skutkować obniżeniem jego średniego poziomu.

Więcej o publikacji>>

26.05.17
Skomentowano 0 razy
Średnia ocena artykułu (oddanych głosów: 0)

 
ZOBACZ TAKŻE

Nowy LEX Student Prawa
Zapisz się na newsletter
Polecamy w oficjalnej księgarni
Wolters Kluwer Profinfo.pl

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE